wtorek, 14 października 2014

Współczesna Wenecja - część I


        W programie każdej wycieczki do Włoch organizowanej przez agencje turystyczne i biura podróży jest zwiedzanie Wenecji, które ogranicza się obejrzenia Piazza San Marko, Dzwonnicy, przepłynięcia Canal Grande, może jeszcze jakiego kościoła albo schodów. Od przewodnika słyszymy tyle informacji naraz, że niewiele z nich pozostaje nam w pamięci. Trzymamy się kurczowo mapy, trasy i czasu przeznaczonego na zwiedzanie miasta a potem jedziemy dalej. Podobnie jak inne wycieczki, z innych krajów jesteśmy w miejscach najbardziej uczęszczanych, zatłoczonych, dlatego te wrażenia z Wenecji są bardzo różne. Tłumy turystów są tu zawsze, podobnie jest na Duomo we Florencji, Watykanie czy Rzymie. Nie ma na to rady. Są to miejsca sławne i piękne, nie należy oczekiwać,że znajdziemy tu ciszę i spokój.



        Wenecja to  najdroższe miasto w Italii. Hotel kosztuje od 200 do 3500 euro ,dlatego tysiące turystów przyjeżdża tu na parę godzin, jeden dzień i nie mieszka. Za obiad w przeciętnej restauracji zapłacono mi 70 euro i wyszłam głodna, bo takie "ogromne" serwują porcje. Za wszystko trzeba drogo płacić, za obiad, za gondole, za upominki ze szkła z Murano. za koronki z Burano. Taki "przelotowy" pobyt na wyspie nie daje nam możliwości zaznać tego czarującego klimatu Wenecji, spokojnego błądzenia po ciasnych uliczkach, zadumania i rozmyślania nad tym jedynym i niepowtarzalnym miejscem, Zazwyczaj myślimy tu o historii, o przeszłości, cofamy się do
minionych stuleci.


      A jaka jest dzisiejsza Wenecja i jak żyje się tu jej mieszkańcom?
   Jak widać na mapie, miasto ma 6 sentieri, czyli dzielnic, których granice zostały określone w XII wieku. Dzielnice dzielą się na parafie - w całym mieście jest ich 30. Przejście z jednego końca miasta na drugi trwa tylko godzinę, ale aż do II wojny światowej większość Wenecjan nie opuszczała swojego najbliższego sąsiedztwa. Wszędzie było pełno małych sklepików i właściwie nie było potrzeby, żeby udawać się gdzieś dalej. Każda dzielnica miała swój dialekt i Wenecjanie rozpoznawali natychmiast, z której sentiere ktoś pochodzi, a przynależność do danej dzielnicy miała swoje znaczenie. Chociaż podział ten teraz zanika, nadal można usłyszeć, jak w Dorsoduro jakaś zdesperowana matka karci niesfone dziecko: "Przestań wrzeszczeć! Zachowujeszy się jakbyś był z Castello".



        Warto wiedzieć, że Wenecja to nie tylko wyspy, które zwiedzamy, to także miasto Mestre. Ma ono 175 tyś mieszkańców i leży tuż po drugiej stronie, na stałym lądzie, od 1926 roku jest częścią zespołu miejskiego Wenecji. Wielu Wenecjan przeprowadziło się do Mestre, ale każdy, kogo tam spytamy, zawsze odpowie, że jest z "Wenecji". Dla miłośników sztuki i historii takie poczucie przynależności nie ma żadnego znaczenia, ale jest czynnikiem decydującym o przyszłości miasta, ponieważ obie części zespołu miejskiego walczą o fundusze i uwagę Ratusza, który mieści się nad Canal Grande. Mieszkańców Mestre mało obchodzi sprawa pogłębiania kanałów, za to wyspiarze nie przejmują się zanieczyszczeniem powietrza w Mestre.



        Cały świat zastanawia się czy Wenecja tonie. W rzeczywistości miasto powoli się wyludnia i opuszczają je setki osób rocznie. Obecnie liczba mieszkańców wynosi ok. 65 tyś., podczas gdy 30 lat temu mieszkało tu 138 tyś. ludzi. Przyczyn jest wiele: wysokie koszty utrzymania, mieszkania i prowadzenia przedsiębiorstw  oraz trudności ze znalezieniem pracy. W mieście są ograniczenia,które dotykają przede wszystkim ludzi młodych - nie można swobodnie korzystać z samochodów i nocnego życia, klimatyzacji i wind. Jak na ironię, ostatnie sprawdzania dowodzą, że średni wiek mieszkańców Wenecji jest wyższy niż we wszystkich innych włoskich miastach, a przecież życie tutaj wymaga wysiłku fizycznego.



               Po Rzymie jest to najczęściej odwiedzane przez turystów miasto. Przyjeżdża tu około 15 milionów osób rocznie a liczba ta ciągle rośnie. Nie ma wątpliwości, że turystyka jest fundamentem gospodarki miasta. Lotnisko Marco Polo zajmuje we Włoszech trzecie miejsce w natężeniu ruchu pasażerskiego. Co tydzień odprawia się tu i przyjmuje prawie tysiąc samolotów. Dużo europejskich stolic leży w odległości zaledwie 1,5 godz. lotu dlatego wiele osób przyjeżdża tu po prostu na dłuższe weekendy. Taki ruch turystyczny powoduje wiele logistycznych i estetycznych problemów, które znaczniej mocniej naruszają kruchą strukturę miasta niż słynne  nieregularne wysokie przypływy.




       Jeszcze w ostatnich  40 latach XX wieku Wenecja była aktywna gospodarczo i miała dobrze rozwinięty przemysł. Molino Stucky, fabryka makaronu na wyspie Giudecca, była doskonale prosperującym przedsiębiorstwem. Działał Arsenale, czynne były fabryki papierosów, przędzy bawełnianej, fajerwerków, wytwórnie pianin, zegarków, browar. Pracowały rzeźnie a nawet mleczarnie. Wystarczy poczytać nazwy ulic nieco dalej od zabytkowego centrum, by odkryć, że prowadzono tu wszechstronną działalność gospodarczą - były tkalnie wełny, farbiarnie (tajemnica weneckiej purpury była pilnie strzeżona), piekarnie, handel korzeniami, mennica, wytwórnie klamer, świec, kabin dla gondoli i wioseł. W XVIII wieku istniało tu ponad 70 warsztatów produkujących skórę zdobioną złotem - ten bardzo poszukiwany luksusowy wyrób stosowany był do oprawy książek, krycia krzeseł, a nawet pałacowych ścian.



      W aptekach specjalizowano się w wyrobie therica, leku na wszystkie dolegliwości, który stosowano w całej Europie, a za szczególnie cenny uchodził właśnie wenecki.


      Obecnie trudno znaleźć przedsiębiorstwo, którego działalność nie miałaby związku z turystyką.
Wenecja ma dwie uczelnie wyższe, Universita Ca' Foscari di Venezia i Wyższą Szkołę Architektury, w których kształci się ponad 20 tyś. studentów. W mieście, które wieczorami nie ma do zaoferowania zbyt wielu rozrywek, działa mała, ale bardzo ożywiona scena młodzieżowa. Są tu dwa więzienia: jedno dla kobiet na wyspie Giudecca, a drugie w pobliżu Piazzale Roma, to bardzo stare i zatłoczone więzienie dla niebezpiecznych przestępców. Nękane kłopotami huty szkła na wyspie Murano utrzymują się głównie z nieefektownego szkła przemysłowego, a nie ze sprzedaży turystom naszyjników czy kompletów kieliszków.



          Renesans przeżywa wenecki port. Ogólny rozwój transportu - powietrznego, kolejowego i samochodowego - wpłynął w pewnej mierze na wszystkie porty, ale Wenecja musiała poczynić wiele starań by zwiększyć ruch, tym bardziej, że jest on narażony na wiele problemów, np: w czasie niedawnej wojny na Bałkanach i później podczas konfliktu w Kosowie armatorzy niechętnie wysyłali statki do zagrożonej strefy. Mimo wszystko starania odniosły skutek i obecnie wenecki port zajmuje piąte miejsce wśród wszystkich portów włoskich, a drugie (po Trieście) wśród portów nad Adriatykiem.



       Wenecja jest nadal ośrodkiem administracyjnym weneckiego zespołu miejskiego, dlatego miasto jest siedzibą władz miejskich i jego agend oraz sądów i policji, a także różnych instytucji administracyjnych dla całego regionu Veneto - Wenecji Euganejskiej. Jak w każdym dużym mieście, w Wenecji mieszka wielu prawników,lekarzy, informatyków, dentystów i wielu innych specjalistów, jednak prawie wszystkie większe przedsiębiorstwa, zarówno państwowe jak i prywatne, wyniosły się z centrum miasta do obszerniejszych, nowocześniejszych i tańszych siedzib na stałym lądzie.



   W mieście pozostali przede wszystkim prywatni przedsiębiorcy prowadzący hotele, restauracje i sklepy a także niezależni artyści, którzy zajmują się głównie nie kończącymi się problemami z wydatkami na lokale remonty, gaz i energię elektryczną oraz podatkami, które mogą dochodzić aż trudnej do zniesienia stawki 60% dochodu brutto.



     Jest to trochę zaskakujące, ale największe dochody Wenecja uzyskuje z kasyna - ok. 5 mln euro. Drugie kasyno, otwarte w Ca'Noghera na stałym lądzie, niedaleko weneckiego lotniska,może przejąć dużą część graczy i odpowiednio dużo dochodów.


 Miasto zbudowali ludzie, którzy posługiwali się łodziami wiosłowymi - niemal wszystkie pałace i kościoły pochodzą z czsów, kiedy jedyną siłą napędową łodzi były ludzkie ręce poruszające wiosła, Piasek, cegły,marmur i drewniane belki - wszystkie materiały budowlane przetransportowano tu łodziami wiosłowymi. Przypływy nastawały o cofały się, ale otaczające miasto wody nie stanowiły dla niego żadnego zagrożenia. Dziś oprócz gondolierów, zawodowych uczestników regat oraz sporej, ale malejącej grupy sportowców i tradycjonalistów, nikt nie wiosłuje. Od lat 60 XX w. na wodzie stopniowo zaczęły dominować silniki - napędzają motorówki, którymi rodziny wybierają się na przejażdżkę w letnie niedzielne popołudnia, barki, taksówki wodne, statki pasażerskie, statki komunikacji miejskiej -vaporetto i motoscafo - oraz inne, Chociaż wprowadzono ograniczenia szybkości, zakazu na ogół nikt nie przestrzega, a powstające fale stały się największym, a może nawet jedynym rzeczywistym zagrożeniem dla miasta.


 
          Budynki nad kanałami są w mniejszym lub większym stopniu uszkodzone, niektóre mają w fundamentach rozległe dziury. Po oby stronach kanału Giudecca powstały duże pęknięcia miedzy domami, a obmurowanie całego nadbrzeżnego chodnika kruszy się od spodu i jest wypłukiwane przez nieustannie uderzające fale. Przeciwdziałając tym zagrożeniom zainstalowano koferdamy - rodzaj grodzi - które przejmą główne uderzenie fal i ochronią budowle przed dalszym zniszczeniem, potem rozpoczęto przebudowę nabrzeży. Mimo tych wszystkich zabezpieczeń wydaje się,   ze dopóki nasilenie zmotoryzowanej żeglugi nie zostanie odpowiednio uregulowane albo zlikwidowane żadne prace zabezpieczające i chroniące nie uratują Wenecji.




sobota, 4 października 2014

Laguna Wenecka.

Laguna Wenecka jest jednym z największych i najważniejszych  mokradeł w Europie. Płytki zalew o powierzchni 260 km. kw. powstał ok. 6 tyś. lat temu między stałym lądem a długim, wąskim pasmem wysp barierowych. Tu wody Padu, Brenty i Sile mieszają się z wodami z Adriatyku napływającymi w czasie przypływu przez 3 "wejścia portowe" w Chioggi, Malamocco i San Nicolo di Lido.


Ten złożony ekosystem był od samego początku istnienia Wenecji źródłem utrzymania jej mieszkańców. Dawniej Wenecjanie doskonale rozumieli, że wobec braku możliwości rozwijania rolnictwa lub przemysłu ich życie zależy od laguny. Wcześniej na dużą skalę produkowali sól z wody morskiej. Dziś warzelnie znikły, ale rybołówstwo i hodowla ryb nadal pozostaje ważnym źródłem dochodu ludności, przy czym największe znaczenie mają połowy capparosoli - małych małży - rocznie odławia się ok. 40 tyś. ton, nie zawsze legalnie. Niektóre obszary są już całkowicie wyeksploatowane.


Przez całe wieki w różny sposób zmieniano naturalne warunki tego ekosystemu - od pogłębiania kanałów do zmiany biegu Padu i Brenty, które do tej pory całkowicie zamuliły lagunę.
W XX w. wprowadzono jeszcze inne zmiany, nie zawsze z dobrym skutkiem. Zmienił się układ prądów pływów, co w różny sposób wpłynęło na życie ptaków, roślin i ryb.


Zmiana ta jest wynikiem zasypywania terenów przybrzeżnych i zaniku wielu barene, błotnistych wysepek, niszczonych falami wywoływanymi przez motorówki. Kilka barene zrekonstruowano, inne tymczasowo zabezpieczono. Głęboki kanał, dzięki któremu tankowce mogą przepłynąć lagunę od Malamocco do portu Marghera, również wpływa na układ prądów pływów, nie mówiąc już o zagrożeniach dla środowiska. Rząd włoski rozpatruje możliwość wprowadzenia zakazu wpływania na lagunę tankowców i na szczęście znacznie zmniejszono ilość zanieczyszczeń przemysłowych odprowadzanych do laguny, ale  pozostały po nich osady zawierające metale ciężkie i w strefie przybrzeżnej obowiązuje zakaz połowu małży.
    Wszystkie budynki użyteczności publicznej i domy prywatne muszą mieć zainstalowane zbiorniki na wszelkie nieczystości, bo za ich wyrzucanie do laguny czy kanału płaci się surowe kary.


Przyrodnicy uważają lagunę za niezwykle bogate środowisko wodne. Jest to największa laguna na Morzu Śródziemnym i jedno z najważniejszych w Europie miejsc postoju ptaków wędrownych., a także siedlisko tymczasowe lub stałe prawie wszystkich gatunków ptaków wodnych. Zimuje tu do 40 tyś. ptaków - świstuny, gągole, nurogęsi, łyski, kormorany, kilka odmian czapli, łabędzie i rzadkie ptaki np: sokoły błotne i orły.
       Po 20 latach nieustannej pracy nie osiągnięto zgodnego stanowiska co do wysokich przypływów.Wyjątkowo wysokie przypływy o zmiennej wysokości zawsze zdarzały się w Wenecji.
 Wenecjanie traktowali je jako uciążliwość a nie zagrożenie. Ostatecznie cykl przypływów wynosi tylko 6 godzin, co oznacza, że woda chlupie w butach tylko przez 2 godziny.


        Od katastrofalnej powodzi w 1966 roku będącej skutkiem rzadkiego zbiegu warunków atmosferycznych, który więcej się już nie powtórzył, nie można parteru przeznaczać na mieszkanie. Podczas tej powodzi wyciekło do morskiej wody laguny dużo nafty, używanej jako paliwo. Nafta zmieszana z wodą morską bardziej zaszkodziła kamiennym budynkom niż sama woda.


         Znacznie większe szkody niż przypływy, i to już obecnie, wyrządzają fale wywoływane przez coraz liczniejsze motorówki. Niebezpieczeństwo zagraża zarówno miastu, jak i wysepkom berene.
Ostatnie badania wykazały, że w Canal Grande fale uderzają w budynki co 1,5 sek. Nie ma kanału w Wenecji, w którym nie byłoby uszkodzonych fundamentów, a naroża niektórych budynków już podstemplowano i wzmocniono od poziomu wody do dachu, by uchronić przed całkowitym zawaleniem.
         Zgodnie z badaniami natężenia ruchu, w letnie niedziele co minutę przepływają 2 motorówki. Obecnie wiele mokradeł otoczono już palisadami z drewnianych pali, by w ten sposób ochronić je przed nieustannym uderzeniem fal. Jak na razie różna przedsiębiorstwa - firmy transportowe, taksówki wodne, biura turystyczne organizujące wycieczki po lagunie motorówkami - blokują wszelkie próby uregulowania ruchu na wodzie.


       Wenecjanie w milczeniu przyglądają się ze zdziwieniem, jak ich cudownie zbudowane miasto, które przetrwało tysiąc lat w nienaruszonym stanie, w ciągu zaledwie 30 lat zaczęło się chylić ku upadkowi.




poniedziałek, 19 maja 2014

Karnawał w Wenecji.

Gdyby tak policzyć wszystkie karnawały we Włoszech to można doliczyć się około 300. Jak Italia długa i szeroka, każdy region albo miasto większe czy mniejsze mają tradycyjnie swój karnawał. Karnawały też są różne. W moim mieście nie ma wielkiego szaleństwa, jest to przede wszystkim zabawa i uciecha dla dzieci. W ostatnią sobotę i niedzielę przed środą popielcową chodzą po ulicach grupki dzieci przebranych za rycerzy, arlekinów i koty. Niektórzy mają piękne stroje a inni przypinają sobie tylko uszy i malują wąsy. W niedzielę po południu, przy hałaśliwej muzyce, główną ulicą miasta przejeżdża kilka dziwacznych pojazdów: dyliżansów, bryczek i wagonów, oklaskiwanych i pozdrawianych przez dzieci i mieszkańców miasta. Poza tym nic ciekawego w mieście się nie dzieje. Ale w innych miastach np: Striano, Monfredonia czy Viareggio imprezy i parady karnawałowe są słynne i ogromne, jednak najważniejszy i najpiękniejszy jest zawsze karnawał w Wenecji.


Carnevale di Venezia trwa 10 dni przed Wielkim Postem i kończy się w tłusty czwartek przed Popielcem balem maskowym dla ludzi z pierwszych stron gazet i tańcami na placu św. Marka dla plebsu. Jest wspierany przez władze miasta, które organizują różne widowiska, przedstawienia, wystawy i konkurs na najpiękniejszą maskę. Carnevale to niekończąca się parada, podczas której w ciągu dnia ludzie zakładają piękne przebrania i idą na plac, żeby się sfotografować. Można tu zobaczyć pana, który założył białą maskę, czarną pelerynę, trójgraniasty kapelusz i idzie do kiosku po gazetę. Ci co wydali 2 lub 3 tysiące euro na piękny strój i chcą się w nim pokazać, siedzą wieczorem w kawiarni Florian. W całej Wenecji panuje atmosfera radości i świętowania.


Dzisiejszy Carnevale utracił właściwą mu dawniej świetność i koloryt, od czasu, gdy jego świętowania zakazał Napoleon - obawiając siły i buntu Wenecjan, ukrytych za maskami, która mogła doprowadzić do rewolty. Na pomysł wskrzeszenia karnawału wpadli młodzi wenecjanie zafascynowani kulturą i teatrem. Wenecki karnawał jest bardzo inny i bardzo się różni od świętowanych gdzie indziej np: Rio de Janeiro. Zimowy pejzaż miasta, o łagodnym kolorycie, jest pięknym, romantycznym tłem zabaw. Nie towarzyszy im głośna muzyka, nie ma nagich ciał i nie panuje tu, jak gdzie indziej dzika, nieokiełzana wesołość. Ten karnawał na lagunie to przede wszystkim zabawa dla turystów i niewiele ma wspólnego z karnawałem, jaki znamy z XVIII w. Tylko maski nadal wykonuje się według starych wzorów.


A jaki był kiedyś?
Liczni przyjezdni odwiedzający Wenecję w XVIII w. odnosili wrażenie, ze karnawał trwa tu cały rok. W rzeczywistości odbywał się od 26 grudnia do środy popielcowej, jednakże barwne kostiumy i zabawa w maski, pozwalająca zachować anonimowość, w XVIII w. były nierozłączną częścią codziennego życia Wenecji. Maska, głównie bauta, w rozumieniu weneckim nie były przebraniem, lecz noszono je prawie stale. Bauta - to czarny szal okrywający włosy, uszy i szyję: do tego zakładano trójgraniasty kapelusz i maskę, zazwyczaj białą, która przykrywała górną część twarzy, ubiór uzupełniała długa czarna peleryna - tabarro. Taki strój mogli nosić mężczyźni i kobiety, biedni i bogaci, a z okazji ważnych uroczystości, np: obejmowania urzędu przez dożę czy przyjęcia ważnych zagranicznych gości, ich noszenie było nawet obowiązkowe.


Wenecka moda ubierania masek niosła liczne dogodności i swobody, które przyjeżdżającym na lagunę musiały wydawać się prawie rajskie. W innych miastach europejskich już po samym ubiorze rozpoznawano stan społeczny noszącego, w Wenecji maska zacierała te nierówności i także różnice między płciami. Zwykły mieszczanin w przebraniu z kosztownych tkanin mógł zatem poczuć się szlachcicem, a powszechnie znany arystokrata przez nikogo nierozpoznany, tracić majątek w licznych kasynach. Kobiety miały możliwość swobodnego poruszania się po mieście, a pod długim płaszczem być może nawet w spodniach. Także dla miłości, która w kulturze rokoka odgrywała ważną rolę, otworzyły się możliwości bez kostiumów nie do pomyślenia: za zasłoną maski można było pokazać się publicznie nawet podczas schadzki. Choć Wenecjanie zwykli nosić maski cały rok, jednak dopiero w karnawale można było ocenić wspaniałość i różnorodność tradycyjnych kostiumów. Pierwsza wzmianka o takich przebraniach pochodzi już z 1268 roku.


Karnawału w dawnej Republice nie świętowano cicho, przeciwnie - charakteryzowała go hałaśliwa radość i spontaniczna wesołość. Na ulicach i placach można było wówczas spotkać mężczyzn przebranych za dzikusów, okrytych skórami czy liśćmi, którym szaleńczym pląsom towarzyszyły nieprzyzwoite piosenki, lub w ubiorach kobiecych nagabujących przechodniów, niemowlęta  przechadzające się grupkami i rozprawiające dziecinnym językiem o polityce czy aktualnych skandalach. Byli nattacini, odziani w fartuchy, którzy jajkami napełnionymi wodą różaną i innymi pachnidłami obrzucali piękne dziewczyny, a zepsutymi - nielubianych Wenecjan. Noszono też często maski, które były wizerunkami postaci z komedii dell'arte, oraz kostiumy karykaturujące grupy zawodowe albo narodowości np: sztywnego Anglika, gadatliwych mieszkanek Burano, obłąkanego chorego czy budzącego przerażenie lekarza zadżumionych.


W określonych dniach , np: 26 grudnia - w pierwszy dzień karnawału, wszyscy przebierańcy spotykali się na placu św. Marka. Bogaci wyjmowali ze schowków i skrzyń najkosztowniejsze stroje i klejnoty, w tym dniu bowiem nie obowiązywał zakaz okazywania publicznie zbytniego luksusu. Przechadzano się placu, radując oczy pysznymi, barwnymi kostiumami innych i wystawiając na pokaz własne przebranie. Innym punktem kulminacyjnym weneckiego karnawału było święto Giovani Grasso - tłustego czwartku. Przedstawiciele cechu kowali zarzynali na rozkaz doży byki a mięso rozdzielano pomiędzy biednych, Signorię oraz więźniów. Co roku rozciągano tam również specjalne konstrukcje linowe, za pomocą których odważny pracownik Arsenału, narażając się na niemałe niebezpieczeństwo, przekazywał doży stojącemu na balkonie bukiet kwiatów. Zawodnicy wystawiani przez dwie zwaśnione dzielnice konkurowali ze sobą budując żywe piramidy. Ich tworzenie wymagało wielkiej odwagi, siły i zręczności. 


Pod koniec dnia obydwie zwaśnione grupy występowały w tańcu mauretańskim, który wyobrażał walkę stoczoną między Maurami i chrześcijanami - widowisko kończyło się pokazem fajerwerków.
W tej atmosferze beztroskiej zabawy wszelkie różnice społeczne zdawały się zanikać. W całym mieście bawili się pospołu biedni i bogaci, rząd przemyślnie wykorzystywał karnawałowe szaleństwo, czyniąc z niego wentyl dla społecznego niezadowolenia: ogłaszano bowiem, że ci, którzy noszą maski, nie mają ponad sobą żadnej władzy.


Mieszkałam we Włoszech wiele lat i korzystałam z każdej okazji żeby pojechać do Wenecji w okresie karnawału. Najpierw były to wyjazdy organizowane przez agencję turystyczną a potem jeździłam sama, bo chętnych rodaków na takie wyjazdy nigdy nie było.
Bardzo lubiłam tą radosną, świąteczną atmosferę na uliczkach Wenecji. Spacerując tu czy tam zawsze spotykałam osoby w pięknych przebraniach, wielkich kapeluszach, czarnych pelerynach, które przechodziły otoczone tłumem fotografów, turystów i dziennikarzy z kamerami na ramieniu z całego świata. Obejrzałam także piękne barokowe tańce na Placu św. Marka. 
Program karnawału jest bardzo bogaty i ciekawy, każdy może sobie wybrać coś co go interesuje ale  trzeba zatrzymać się w Wenecji na dłużej. Ja byłam zawsze tylko przez kilka południowych godzin ale i tak zawsze byłam zadowolona.
Jedynym minusem są niesamowite tłumy, po ulicach chodzi się jak w procesji, wszędzie tłok. Jeśli ktoś wybiera się na Carnevale di Venezia powinien być na to przygotowany.




niedziela, 19 stycznia 2014

Weneckie konie.

Do wspaniałej weneckiej katedry św. Marka prowadzi pięć portali z łukami wypełnionymi po brzegi mozaiką i sztukaterią. Nad środkowym, największym portalem, na balkonie stoją cztery konie.
Ich historia jest niezwykle ciekawa i burzliwa.


Do dziś tak naprawdę nie wiadomo kto jest twórcą tych arcydzieł  rzeźby. Zdania są podzielone. Niektórzy twierdzą , że wyszły spod dłuta samego mistrza Lizypa, jednego z wielkich rzeźbiarzy antycznej Grecji. Inni natomiast twierdzą, że wyrzeźbił ich jego uczeń nieznanego nazwiska.
Tak czy siak są one wyrzeźbione po mistrzowsku i pochodzą na pewno z epoki hellenistycznej a więc z IV wieku p. n. e.


Kiedyś konie były własnością miasta Chios, stolicy i portu na małej wyspie o tej samej nazwie, leżącej na Morzu Egejskim, niedaleko wybrzeża Azji Mniejszej. W starożytności wyspa ta słynęła z sadów figowych, winnic i marmuru. Bogaci wyspiarze kochali się w sztuce rzeźbiarskiej, toteż w miastach było wiele rozmaitych pomników i monumentów.
Kiedy wyrzeźbiono konie, prawdopodobnie były one zaprzężone w rydwan, stanowiły część kwadrygi, która zdobiła hipodrom w Konstantynopolu.
Konstantynopol - stolica potężnego imperium bizantyjskiego, które w 447 r. p. n. e nawiedziło wielkie trzęsienie ziemi. Cesarzem był wtedy Teodozjusz II, zapalony budowniczy. Odbudował miasto, a przede wszystkim dołożył starań, by  poszerzyć i upiększyć hipodrom. Bo właśnie hipodrom  był sercem miasta, miejscem,gdzie odbywały się  zgromadzenia publiczne i ukochane przez wszystkich wyścigi kwadryg.


W realizowaniu swoich planów nie liczył się z żadnymi przeszkodami. Ściągał z Italii, Egiptu, Grecji co cenniejsze dzieła rzeźbiarskie, nie zważając na protesty ich właścicieli. Pewnego dnia przybył statek cesarski na wyspę Chios, zabrał konie i odpłynął do Konstantynopolu. Konie stały na Chios prawie osiem stuleci, stanowiły zabytek, niemal świętość, dlatego można sobie wyobrazić oburzenie i rozpacz mieszkańców, ale nie mogli się sprzeciwić woli potężnego władcy.


Umieszczono je na dachu cesarskiej loży na hipodromie i  stały tam 750 lat. Były świadkiem wszystkich wydarzeń jakie miały miejsce na hipodromie i w mieście w ciągu tych siedmiu stuleci.
Minęły setki lat i w początkach trzynastego wieku ogłoszono czwartą wyprawę krzyżową. Jej przywódcy i organizatorzy zwrócili się do Wenecji z prośbą o dostarczenie okrętów dla przewiezienia Krzyżowców przez Morze Śródziemne. Dożą był wtedy, na poły ociemniały strzec  Enrico Dandolo, człowiek bardzo sprytny i cyniczny. Ponieważ bankierzy i kupcy weneccy dbali przede wszystkim o swoje zyski a idea wyzwolenia Ziemi Świętej niewiele ich obchodziła, zażądali za dostarczenie okrętów ogromnej zapłaty.


Gdy przyszło do płacenia krzyżowcy nie zdołali zebrać potrzebnych pieniędzy i w zamian za brakującą sumę Dandolo zażądał aby zdobyli dla niego port Zala w Dalmacji, który zbuntował się przeciwko Wenecji i oddał się pod opiekę króla węgierskiego. Mieszkańcy tego portu byli chrześcijanami, gdy armia Krzyżowców stanęła pod murami miasta, żeby go zdobyć byli tym faktem zaszokowani. Na blankach zatknęli krzyże z nadzieją, że w ten sposób przemówią do sumienia obrońców grobu Chrystusa, ale to nic nie pomogło. Chrześcijańscy rycerze okazali się zwykłymi rozbójnikami, wtargnęli do miasta i ograbili je doszczętnie szerząc mord wśród nieszczęsnej ludności.


Korzystając z zamieszania na dworze cesarskim w Bizancjum, Dandolo namówił znowu Krzyżaków do wyprawy na Konstantynopol obiecując fantastyczne łupy. Rycerze krzyża chętnie zgodzili się na tą wyprawę zamiast ruszać na niewiernych. Dandolo, mimo że miał 85 lat, osobiście kierował szturm na mury i dumna stolica wschodniego imperium została po raz pierwszy w swoje historii zdobyta. Krzyżowcy rzucili się do grabieży i mordów i gwałtów, szukając skarbów włamywali się do grobów cesarskich, nie oszczędzili nawet biblioteki niszcząc cenne zabytki literatury klasycznej. Zniszczyli komplety dramatów Sofoklesa i Europidesa.Wiele arcydzieł sztuki antycznej i hellenistycznej zostało rozbitych i zniszczonych.



Wtedy zrabowano  i przywieziono cztery konie z brązu. Ustawiono je na placu św. Marka, gdzie stały spokojnie przez sześćset lat. Ich spokój zakłócił Napoleon, który odebrał Wenecji niepodległość i oddał pod panowanie Austrii.
Legioniści pod dowództwem Sułkowskiego, na rozkaz Napoleona, zabrali konie i wraz z innymi cennymi łupami przetransportowano do Paryża. Wieziono je na czterokołowych platformach ulicami Paryża. Był to triumfalny wjazd, orkiestra wojskowa grała marsza, tłumy Paryżan wznosiły wiwaty na cześć Bonapartego. Dla koni był to mały epizod w ich długim, urozmaiconym życiu. 
W Paryżu pozostały do 1815 roku.


Po upadku cesarza poszkodowane kraje zażądały zwrotu zagrabionych dzieł sztuki. Wenecja domagała się oczywiście zwrotu swoich ukochanych koni. Francja oddała rumaki , wróciły do Wenecji i dziś ozdabiają katedrę św. Marka. 
Te prawdziwe z wyspy Chios znajdują się w muzeum, w tylnej części balkonu, aby uchronić je przed niszczącym działaniem powietrza. Natomiast z balkonu patrzą na nas identyczne kopie.


Konie liczą sobie ponad 2300 lat, jest to wiek jaki rzadko osiągają dzieła ludzkiej ręki.
Co ich czeka w przyszłości?
Jeśli za kilka stuleci poziom wody w Canal Grande podniesie się do tego stopnia, że woda sięgnie do trzeciego pietra przyległych domów, a z katedry wystawać będą z wody tylko kopuły?.
Co stanie się z pięknymi rumakami antycznej Hellady.